• warsztaty REFA
  • Ira Goldstein
  • encyklika
  • Boska ziemia
  • Cytat Franciszek
  • REFA zaprasza na warsztaty ekologii integralnej w Puszczykowie w Wielkopolskim Parku Narodowym oraz w Anielskich Ogrodach blisko Zielonej Góry!
  • Ekologia w Kościele - poznaj wyniki ankiety REFA!
  • Ekologia to ważna część nauczania Kościoła – wywiad KAI z o. Stanisławem Jaromi
  • Zielone Słowa BOSKIEJ ZIEMI.To przewodnik porządkujący wzajemne relacje Kościoła katolickiego z tematyką ochrony przyrody, środowiska, klimatu i ekologii.
  • Papieski plan na zmartwychwstanie po pandemii. Potrzebne jest zjednoczenie całej rodziny ludzkiej w poszukiwaniu zrównoważonego i integralnego rozwoju.

Czy zmiany klimatu są rzeczywiste, czy jest to tylko jeden z kolejnych mitów współczesności? – pyta Kasia Bańkowska i wyjaśnia: Młodzi ludzie mogą powątpiewać, gdyż nie są w stanie przypomnieć sobie tego, jak wyglądały poszczególne pory roku w przeszłości. W rolnictwie obok zmian nie można przejść obojętnie, ponieważ mają one namacalny i brzemienny w skutki wpływ na cykl i jakość upraw, na czas zasiewów i zbiorów. Te zmiany widać w wydłużonym okresie wegetacji roślin, można je zauważyć w cyklu życia owadów, płazów czy ptaków. Przyroda już prawie nie zasypia na zimę, a na pewno budzi się o wiele szybciej…

Oto 10 ważnych słów na początek: nagietki, jesienne przymrozki, śnieg, orka, roztopy, mniszki, trawa, wierzby, bzy, żaby, lipy… I pytanie: Czy poza meteorologami jest ktoś, kto potrafi namacalnie odnieść się do faktu zmian klimatycznych?

Według teorii, jakiej uczono dzieci w szkołach, Polska leży w strefie klimatu umiarkowanego przejściowego, którego cechą jest występowanie następujących pór roku: przedwiośnia, wiosny, lata, jesieni, przedzimia, zimy. Być może na co dzień nie zauważamy, że ten podział uległ zmianie, ale jest pewna grupa zawodowa, która to widzi i odczuwa bardzo mocno. Tak, to rolnicy. Młodzi ludzie mogą nie dostrzegać zmian, ale wystarczy porozmawiać z 80-latkiem, który całe życie spędził „na roli”, lub nawet z kimś ze średniego pokolenia, a usłyszymy wiele. Przeciętny 20-latek, jeśli dobrze się zastanowi, zapewne też przyzna, że różnice są widoczne.

Więc jak było, a jak jest?

Jest koniec kwietnia – za oknem jest pięknie, zielono i sucho. Bardzo sucho. Tak sucho, że wiatr niesie tumany kurzu z pól. Jak było? Przedwiośnie i wiosna były okresem roztopów i mokradeł. Zanim ziemia „obsiąkła” i można było wyjść w pole z pracami, trzeba było czasu. Dziś rolnik nie ma tego problemu – przez całą zimę można było suchą nogą przejść przez pole, bo susza. Obniżył się poziom wód gruntowych, tam gdzie kiedyś były błota, teraz nie ma po nich śladu. Brak opadów zimą powoduje, że nie mamy zmagazynowanych w glebie zapasów wody. Zapasów, które pozwoliłyby na swobodny wzrost roślin. Mamy dużo poważniejszy problem niż roztopowe błota.

Co oznacza brak zimy? Bardzo wiele. Standardowo orka zimowa na ciężkiej glebie była orką głęboką, mającą tak wysztorcować skibę, aby zwiększyć powierzchnię, na której osadzi się śnieg, a poprzez przemarzanie wypracować tzw. gruzełkowatość zlewnego podłoża (o orkach można poczytać tutaj). Teraz zamiast tworzyć „łapacze” śniegu, lepiej zastosować inny sposób orki lub pozostawić okrywę roślinną, aby wiatr nie porywał drobin gleby (zapobiegamy erozji wietrzej). Ale pozostawienie międzyplonu na zimę przy braku zimy może powodować kolejny problem.

Jeszcze nie tak dawno temu w naszym kraju pierwsze przymrozki zaglądały do ogrodów i na pola już we wrześniu. Jaki był tego skutek? Wegetacja powoli się wyciszała. Kolejne rośliny (zależnie od poziomu ich uwodnienia) reagowały na ochłodzenie, a ich zważone łodygi opadały na ziemię. W grudniu trawa nie była już zielona (o ile było ją w ogóle widać, bo mógł już być wtedy śnieg). W tym roku trawa pozostała przez cały czas zielona, podobnie jak wiele wysokich chwastów, a na Boże Narodzenie można było przynieść z ogródka bukiet nagietków.

I jak opowiedzieć dzieciom bajkę o 12 miesiącach? Ale co tam bajki – dla rolnika brak takiego przemarzania oznacza nie tylko, że choroby i owadzie szkodniki mają się dobrze, ale również że międzyplon nie do końca spełni swoją rolę. Kiedyś przyorany jesienią zielony nawóz magazynował wodę z łodyg, dodatkowo tworząc warstwę próchniczą, a nawet gdyby nie przyorano łodyg, to te krachciały w razie mrozów. (Jeśli ktoś obserwował palik drewna wbity w ziemię, to zauważy, że najsłabszym miejscem jest miejsce tuż nad glebą – to tam przy dobrych warunkach wilgotnościowych żyją bakterie rozkładające celulozę). Gdy występowały jesienne przymrozki, zwarzone łodygi opadały na glebę i pękały nad nią.

Teraz pozostawiamy nawóz na zielono do wiosny, aby chronił przed erozją wietrzną, ale jest spore prawdopodobieństwo, że cała woda z łodyg zimą wyschnie, a proces krachcenia nie nastąpi – i zamiast łatwo rozpadających się podczas wiosennych zabiegów łodyg będziemy mieć długie łęty, trudne do przykrycia glebą i wymagające dodatkowego rozdrobnienia. Dlaczego tak jest? Brak przemarzania sprawia, że łodygi utrzymują się przez cały czas w pionie i wysychają… Zatem powstawanie próchnicy też wygląda zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu.

Kolejna zmiana związana jest z trawą. Jesienne przymrozki powodowały również wstrzymanie jej wegetacji. Po zimie młode źdźbła nieśmiało wyglądały z ziemi. Dziś trawa pozostaje zielona przez cały rok, skutkiem czego po zimie mamy wybujałe trawy – zmieniają się zatem warunki do lęgu ptaków.

Obniżenie poziomu wód gruntowych (wspomniane wcześniej) powoduje, że wiosną łąki już nie są podmokłe. Tym samym nie ma już na nich na przykład czajek, a także nie występuje już część gatunków roślin. Brak wody w glebie oznacza brak wilgoci potrzebnej do kiełkowania nasion upraw zasiewanych wiosną. Brak wilgoci powoduje również, że w suchym powietrzu ewentualne dobowe wahania temperatury stają się bardziej dotkliwe dla roślin. W efekcie tegoroczne kwietniowe przymrozki nocą oraz ostre słońce i wiatr w dzień wysmalają oziminy (kiedyś o wysmalaniu mówiło się raczej w styczniu, o ile nie było pokrywy śnieżnej). Różnice temperatur nie służą również drzewkom owocowym.

Także trawy, które kiedyś w kwietniu były znacznie mniejsze, teraz nie są odporne i warzy je kwietniowy przymrozek – w efekcie łąki wyglądają zupełnie inaczej. Dawniej wiosenna darń była dosyć wyrównana i soczysta, teraz – patrząc na łąki – widać kępy suchych, zrudziałych i starych kęp (tak wyglądały dawniej łąki pod koniec lata, a nie na początku wiosennej wegetacji). Jedną z roślin zakwitających wśród traw wiosną jest mniszek lekarski (zwany mleczem). Kiedyś zakwitał on masowo w maju i to był okres pełen dmuchawców. W ostatnich latach mniszki kwitną już na początku kwietnia. Podobnie znacznie wcześniej rozkwitają na polach tobołki. To nie tylko wskaźnik, że nasz klimat się ocieplił, ale również dowód na to, jak bardzo natura dba o ciągłość istnienia gatunków. Organizmy w naturze zaprogramowane są tak, aby wydając owoce, przedłużać życie danego gatunku. Gdy rośliny czują, że rok będzie suchy, zakwitają szybciej, aby wykształcić potomstwo, zanim zabraknie wody… Lata wstecz mniszki zakwitały w maju na łąkach, a w ogrodach nieśmiało pojawiały się tulipany, aby cieszyć swoimi kwiatami jeszcze na początku czerwca. W tym roku niektóre tulipany przekwitały już przed Wielkanocą.

A skoro o Wielkiej Nocy mowa… Zwyczajowo w palmie świątecznej w Polsce znajdowały się wierzbowe bazie i mchy, gdyż o tej porze roku trudno było o inne zielone gałązki. W tym roku bazie przekwitły na długo przed świętami wielkanocnymi. Wszystko wiosną teraz dzieje się szybciej.

Kilkanaście lat temu jadąc na zachód Europy, mogliśmy zadziwić się faktem, że w listopadzie lub grudniu we Francji kwitły jeszcze chryzantemy (które u nas często przymrozki warzyły już na Wszystkich Świętych), a pierwiosnki rozkwitały tam na przełomie lutego i marca (co było dowodem na różnice pomiędzy tamtejszym morskim klimatem umiarkowanym a naszym umiarkowanym przejściowym). Podobnie na początku maja, gdy w Paryżu kwitły bzy, w naszym kraju spokojnie spały one jeszcze w pąkach i pojawiały się po tzw. zimnej Zośce, czyli około 15 maja. W ostatnich latach bzy w Polsce kwitną już na majówkę. W rozmowach z tamtejszymi rolnikami zadziwiające było, jak wcześnie mogą oni wyjść wiosną „w pole”, podczas gdy w Polsce pierwsze siewy odbywały się z początkiem kwietnia. W tym roku z powodu ciepłej zimy gleba nie jest wyziębiona i wiele zabiegów można było zrobić już w marcu. Skoro gleba nie jest wychłodzona, znacznie wcześniej można teraz w Polsce sadzić także ziemniaki.

Są jeszcze inne oznaki zmian klimatu – susza to także brak chórów żab. Jeśli wiosną jest wystarczająco ciepło i wilgotno, słychać je już w drugiej połowie kwietnia. Tegoroczna wiosna jest cicha. Suche powietrze sprawia, że nocą nie ma kołderki z chmur i temperatury względem dnia bardzo się różnią. Płazy są zmiennocieplne, tym samym tak duże wahania temperatur powodują, że żaby jeszcze nie koncertują, pomimo że dni wydają nam się tak bardzo ciepłe. Kolejna zmiana dotyczy lip. Siódmy miesiąc roku nazywamy lipcem, ale w ostatnich kilku latach lipy w Polsce zakwitają już wraz z początkiem czerwca. Ma to ogromny wpływ na dostępność pożytków dla pszczół. Owady zapylające, dopóki nie zapadną w zimowy sen, muszą mieć pożywienie. A występowanie nektaru uzależnione jest od pory kwitnienia roślin. Gdy cała przyroda kwitnie w tym samym momencie, dostępność pokarmu dla pszczół nie rozkłada się w czasie.

Brak wody doskwiera również lasom. W tym roku, pomimo że mamy dopiero wiosnę, w lasach panuje susza jak w najbardziej upalne lato. Czy brak deszczu ma też znaczenie dla ptactwa? Nie wiem, na ile jest to potwierdzone, ale w tym roku znacznie częściej znajdujemy padłe ptaki. Czy wykańcza je jakaś ptasia choroba, czy brak wody? Tego nie jestem pewna..

Ostatnie lata pokazały, że z powodu suszy zboża bieleją znacznie wcześniej. Zmienia się zatem pora zbiorów i żniwa odbywają się szybciej niż kiedyś. Trzeba dodać, że z powodu suszy ziarniaki zbóż nie są dobrze wykształcone, co przekłada się na poziom plonów. Podsumowując – patrząc na krajobraz, znacznie wcześniej widzimy obrazki, które kiedyś charakteryzowały drugą połowę sierpnia, gdy przyroda była spalona słońcem.

Tekst i zdjęcia Katarzyna Bańkowska, ekonomista rolny

Gravatar
troszkę popadało, więc jest ciut lepiej

1000 Characters left