• slajd szkola liderow
  • slajd COP 24
  • slajd COP24 1
  • slajd lider
  • SLAJD KOSCIOL SIE ZIELENI
  • Nową propozycją REFAjest Szkoła liderów ekologii integralnej. Jej inauguracja miała miejsce w czasie warsztatów jakie w dniach 6-11.07.2018 odbyły się w Grzybowie...
  • Franciszek do katolickich ekologów z całego świata mówił, że polecenie, jakie Pan Bóg skierował do św. Franciszka, by odbudował jego dom, można odczytać także w sensie ekologicznym. Dziś bowiem w ruinie jest nasza planeta, która pilnie potrzebuje naprawy. Ponownie zwrócił uwagę na pilną potrzebę ekologicznego nawrócenia, zmiany stylu życia i konsumpcji i wspólnych działań na rzecz ekologii integralnej.
  • Przed COP24 w Katowicach: "W kwestiach ekologicznych Kościół w Polsce nie jest biernym obserwatorem rzeczywistości, lecz jest ważnym uczestnikiem debaty". Czy możemy się spodziewać większej aktywności polskiego Kościoła w duchu ekoencykliki Laudato si'?
  • Żeby stawać się liderem, trzeba żyć autentycznie tym, co się przekazuje. Potrzebna jest też pewna śmiałość, entuzjazm, zapał pozostawiający ślad na tym świecie. Zapalający innych do działania.
  • Kościół się zieleni – ogłaszają redaktorzy katolickiego pisma i publikują teksty, których autorami są abp Grzegorz Ryś, Krzysztof Wojciechowski, Paweł Średziński oraz rozmowę Zbigniewa Nosowskiego z o. Stanisławem Jaromi.

Papież Franciszek w swą 22 podróż zagraniczną od 15 do 22 stycznia 2018 wybiera się do Chile i Peru. W jej programie jest m. in. spotkanie z ludnością Amazonii w Puerto Maldonado. Pracujący w Peru franciszkański misjonarz br. Bogdan Pławecki OFMConv przedstawia nam tamtejszą sytuację zwracając uwagę na katastrofę ekologiczną i społeczną spowodowaną grabieżczą eksploatacją zasobów naturalnych, w tym złota. Autor odwiedził opisywane rejony i będąc przeświadczony, że „wszystko jest ze sobą połączone” pokazuje problem w perspektywie encykliki Laudato si’ oraz naszych europejskich wyborów konsumenckich...

Puerto Maldonado - stolica amazońskiej prowincji Madre de Dios w Peru. Dżungla, zielony żywioł, zielone płuca świata, zielone szaleństwo… Życie namacalnie obecne w każdym ułamku centymetra sześciennego. Wszystko tu chce żyć, rosnąć, rozwijać się, istnieć. Położone na przecięciu granic trzech państw: Peru, Boliwii i Brazylii, mogłoby służyć za obraz tego, czym był biblijny Eden - obraz stworzonej doskonałości i dramatu grzechu. Amazonia w tym obszarze, to zderzenie dziewiczego piękna i nieskazitelności, z irracjonalnymi tendencjami człowieka do samounicestwienia; konsekwencji zerwania więzów przyjaźni ze Stwórcą.

Puerto Maldonado, to peryferyjne miasto w Amazonii, według doniesień przodujących dzienników peruwiańskich z połowy czerwca bieżącego roku, w dniach od 18 do 21 stycznia 2018 r. znajdzie się w centrum zainteresowania całego świata.  Ma się to stać za sprawą wizyty Papieża, który wybrał na cel swojej pielgrzymki kolejno trzy miasta: Limę - stolicę państwa, Trujillo - miasto na północnym zachodzie kraju, które najwięcej ucierpiało w skutek tegorocznych powodzi, i… Puerto Maldonado. Właśnie wybór tego ostatniego miejsca wzbudza najwięcej zainteresowania. Dlaczego?

Jeden z wiodących katolickich portali internetowych powtórzył za abp. Miguelem Cabrejosą zdanie, że „Franciszek wybrał Puerto Maldonado, stolicę regionu amazońskiego, jako symbol rdzennych mieszkańców tej ziemi i problemów ekologicznych”. I to prawda, lecz to nie wszystko; to zaledwie ułamek prawdy. Ujmując kwestię obrazowo,  należałoby odważnie stwierdzić, że Papież rzuca wyzwanie mocom piekła, skoncentrowanym w wyjątkowym nasileniu w tym właśnie miejscu, wokół obłąkańczej, żądzy złota.

W encyklice Laudato si’, dokumencie poświęconym trosce o ekologię stworzonej natury i ochronie warunków moralnych harmonijnego współżycia wszystkich ludzi, czyli prawdziwej „ekologii ludzkiej”, Papież Franciszek, wyraził następującą myśl: „Refleksje teologiczne czy filozoficzne o sytuacji ludzkości i świata mogą brzmieć jak powtarzanie pustych haseł, jeśli nie zostaną na nowo umieszczone w aktualnym kontekście, bezprecedensowym dla historii ludzkości”. Odnoszę wrażenie, że nie ma chyba odpowiedniejszego miejsca na Ziemi, niż Puerto Maldonado, z którego Franciszek mógłby skierować do świata swoje ekologiczno- teologiczne przesłanie. Oto jeden z kontekstów, który nie mógłby być bardziej aktualny…

Księga natury jest jedna i niepodzielna

 „Księga natury jest jedna i niepodzielna” mówi Papież Franciszek w cytowanej encyklice.  Od zawsze jesteśmy świadomi tego, że przyroda działa na zasadzie naczyń połączonych, wszystko jest powiązane, a my ludzie jesteśmy częścią tego systemu. Proces degradacji środowiska przyrodniczego i środowiska ludzkiego zachodzi jednocześnie, a najmocniej i bezpośrednio odczuwają to najubożsi mieszkańcy naszej planety. W Puerto Maldonado widać tę zależność gołym okiem. Bogactwo zasobów naturalnych: biomateriału i złota, to dwa z wielu powodów destrukcji tego Bożego dzieła, a co za tym idzie: niszczenia relacji międzyludzkich i zasad moralnych, które je określają.

Żyły złota znajdują się w wysokich Andach. Lecz w przeciągu długich wieków drobinki złota z andyjskich gór wymywane i transportowane przez górskie strumyki osadzały się również w piaszczystych nadbrzeżach dorzeczy Amazonki. Kiedy „poszukiwacze złota” odkryli ten szlachetny minerał zaroiło się tu od minas de oro ilegales, czyli nielegalnych kopalni złota. Choć nazwa „kopalnia” stosowana do określenia tego zjawiska, w większości przypadków, dla nas Europejczyków brzmi zbyt pretensjonalnie. Są to raczej piaszczyste wyrobiska.

Przed wybudowaniem drogi asfaltowej „Interoceanica” łączącej Cusco (dawną stolicę inkaskiego imperium) z Puerto Maldonado proces odzyskiwania złota odbywał się ręcznie. Istnieją wciąż wyrobiska nazywane minas artesanales, gdzie miejscowi mieszkańcy dżungli dorabiali sobie obok uprawy ziemi, łowiectwa i rybołówstwa. Oni wiedzieli, że muszą żyć w symbiozie z otoczeniem. Skutki jakiegokolwiek braku równowagi odczuwali bezpośrednio na własnej skórze. Dziś nie łopaty, lecz potężne maszyny przewalają codziennie niezliczone ilości brzegowej ziemi w poszukiwaniu żółtego metalu. Niszczycielska technokracja nie zawahała się zapuścić nawet w gąszcz dzikich pnączy zielonego zakątka świata.

Rzecz jasna rozwój techniczny jest zjawiskiem pożądanym. Staje się natomiast poważnym problemem, kiedy prowadzi do degradacji świata i jakości ludzkiego życia. W opisywanym przypadku chodzi o to, że aby użyć tych maszyn (pompy górnicze, refulery, pogłębiarki, płuczki, przesiewacze etc…), najpierw trzeba zlikwidować przeszkody, czyli obalić drzewa i wypalić krępującą ruchy maszyn okoliczną florę… Ilość używanych siników spalinowych w opisywanym miejscu oblicza się na około 550 ciężkich maszyn, 800 motopomp i 150 pogłębiarek o zróżnicowanych rozmiarach. Dziennie wjeżdża na teren Madre de Dios około 50 cystern z benzyną lub ropą. Do tego dochodzi codzienne zużycie 1500 litrów olejów rozlanych bezpośrednio do rzeki lub na ziemię; co na jedno wychodzi, bo i tak ulewne deszcze zmyją go do rzeki.

Gęsta sieć rzek w rejonie Mazuko i Puerto Maldonado, to odrażający obraz spustoszenia. Peruwiański Dziennik „El Comercio” pod datą 12.05.2016, podał wiadomość, że mineros ilegales w „gorączkowym poszukiwaniu złota”, doprowadzili do przekierowania koryta jednej z największych w regionie rzek „Malinowski”, która wyznacza naturalną granicę pomiędzy Parkiem Narodowym Tambopata i regionem Mazuco. (Bliska naszemu uchu i sercu nazwa rzeki Malinowski pochodzi od nazwiska polskiego inżyniera drogowego i kolejowego Ernesta Malinowskiego. Także bohatera obrony Callao w 1866 oraz projektanta i budowniczego Centralnej Kolei Transandyjskiej w Peru i Ekwadorze). Na zdjęciu satelitarnym zamieszczonym we wspomnianym artykule widać zakres tych zmian na odcinku 2,7 km w zestawieniu z naturalnym stanem rzeki z poprzedniego roku. Obraz wywiera piorunujące wrażenie!

Pracujące tam maszyny górnicze i dostający się do dorzeczy Amazonki zużyty olej z maszyn oraz zaburzenia ich naturalnych struktur, to tylko mała cząstka destrukcyjnej działalności człowieka. Prawdziwym zagrożeniem dla ekosystemu jest technologia używana w procesie oczyszczania złota, tzw. rafinacji. Złoto rodzime lub też uzyskane z kruszców zawiera zwykle domieszki najczęściej srebra, ale także miedzi i żelaza oraz innych pierwiastków w śladowej ilości. Niektóre sposoby rafinacji złota znane były już w starożytności. Najlepszy sposób oczyszczania złota polegał — według Pliniusza — na użyciu rtęci. Opisał tę technikę następująco: „Kiedy potrząsa się często wraz z rtęcią w glinianych naczyniach i w ten sposób zostają odrzucone zanieczyszczenia; by ona sama rtęć oddzieliła się od złota wylewa się ją na podsunięte skóry, przez które przepływając jak pot, pozostawia czyste złoto". Do odzyskania niewielkiej części złota, która pozostała w rtęci po przesączeniu przez skórę odparowywano ją (rtęć) podgrzewając mieszankę do odpowiedniej temperatury.

W Unii Europejskiej kwestię ograniczeń w wydobyciu rtęci i handlu tym pierwiastkiem, reguluje międzynarodowa konwencja nazwana „Konwencją z Minamaty”, która mówi także o podjęciu działań w celu ograniczenia emisji rtęci w przypadku wydobycia złota tradycyjnego i na małą skalę. Natomiast tu, w Puerto Maldonado, wątpię, żeby ktoś był w stanie cokolwiek kontrolować.  Merkurio, czyli rtęć, to być może jedyny pierwiastek chemiczny, którego nazwę znają nawet amazońskie dzieci.

Obecnie znanych jest wiele sposobów rafinacji złota, istnieją nawet specjalne pompy kanadyjskiej produkcji, które automatycznie oczyszczają złoto bez stosowania rtęci. Ale w działaniu mineros ilegales nie ma miejsca na skrupuły. Liczy się myślenie czysto pragmatyczne, efekt uzyskany najniższym kosztem. Chyba jedyną zmianą technologiczną, jaka zaszła od starożytności w procesie pozyskiwania złota jest zamiana skóry do przecedzenia mieszanki na pończochę, a piece i generalnie warunki są bardziej prymitywne, niż te, które się widzi na szkicach w klasycznej literaturze przedmiotu. By uzyskać 1 g czystego złota, trzeba użyć 2 g rtęci. Przy czym biorąc pod uwagę wszelkie dane i ich zmienne, rocznie średnio w departamencie Madre de Dios wydobywa się około 35 ton złota. Rachunek jest, więc prosty: 70 ton rtęci, tego nadzwyczaj groźnego metalu, który po procesie odparowania miesza się z powietrzem, wraca później w postaci mikroskopijnych kropli i opada w pobliżu miejsca, gdzie odbywał się proces chemiczny. Następnie dzieje się z nimi to, co w przypadku zużytego oleju, czyli częściowo pozostaje w glebie, a resztę deszcze zmywają do rzeki. 

Niby nic. Przecież ta woda, ta dżungla nie czuje, nie żyje. One jedynie istnieją. Przyroda nie posiada samoświadomości, godności – nie jest podmiotem. To sposób myślenia tych, którzy w irracjonalny sposób ją eksploatują. Zapomina się tu lub ignoruje, zasadniczą kwestię, wg Laudato si’, że każdy organizm jest częścią jakiejś większej jedności organizmów w danej przestrzeni, która zarazem funkcjonuje, jako system. A my, jeden z organizmów, jako gatunek, ściśle zależymy od harmonijnego funkcjonowania tej całości. Dodatkowo musimy być świadomi faktu, że „żyjemy i działamy w pewnej rzeczywistości, danej nam uprzednio, wcześniejszej od naszych zdolności i naszego istnienia”. Ale wracając do rtęci….. Deszcze spłukują ją niosąc do rzek, gdzie gromadzi się na dnie koryta. Później jest wchłaniana przez ryby i jeśli taką zje inna ryba wytwarza się metylortęć, śmiertelna trucizna. Stąd już o krok do skutków, jakie wywołuje ten związek chemiczny w systemie nerwowym i oddechowym amatorów tychże ryb, a także w wodzie z zatrutych rzek. Wiemy, że w ostrych zatruciach związkami organicznymi rtęci głównymi symptomami są: bóle głowy, drżenia mięśniowe, wzmożona pobudliwość, problemy z połykaniem, niewyraźna mowa, kłopoty z koordynacją ruchów, drgawki, a nawet śpiączka. Oprócz tego mogą wystąpić zmiany zwyrodnieniowe mięśnia sercowego.

Amazoński departament Madre de Dios, to kontekst życia wielu ludzi. Z dziada pradziada rzeki w tym rejonie były matkami żywicielkami wspólnot plemiennych żyjących w ich pobliżu. Obecnie są oni spychani w głąb dżungli przez dzikie wycinanie drzew i truci przez odpadki chemiczne kopalni, egzystują na pograniczu nędzy, bez nadziei na godniejsze życie. Opowiadał mi jeden z mieszkańców tej strefy, że zarybił kilka stawów, żył z tego on i jego rodzina, a może i cała osada. Ale na dnie jednego ze stawów mineros („górnicy”) niedawno odkryli złoto. Potrzebowali kilku godzin by zamienić w zatruty zbiornik coś, co przed chwilą jeszcze było stawem pełnym życia. Teraz rybak boi się o pozostałe. Kto go obroni? Kto zajmie się jego sprawą, kiedy nie funkcjonuje tam nawet podstawowe prawo własności ziemi? W praktyce to ziemia niczyja, należy do tego, kto pierwszy ją zajmie. Tu obowiązuje faktyczne prawo dżungli, prawo silniejszego. Jaki pozostawia się wybór rdzennym mieszkańcom tych ziem? Przymierać głodem lub pracować przy złocie. Nie chcą stamtąd wyjeżdżać. Bo i gdzie do miasta? Wielu przymuszonych zaistniałą rzeczywistością tak zrobiło. Lecz ci, którzy mieszkają w głębi dżungli, znają hiszpański zaledwie na poziomie „Kali jeść”, „Kali spać”.  Na co dzień ludy tej leśnej głuszy, posługują się zależnie od przynależności plemiennej 7 różnymi językami (quechua sureño, amarakaeri, huachipaeri, machiguenga, mashco, yaminahua, sharanahua). Poza tym, to przecież zupełnie naturalne, że chcą pozostać na ziemi swoich ojców, wśród „duchów przodków”. Odrywając się od tych korzeni, tracą poczucie sensu życia i gubią się w nowej rzeczywistości, gdzie najczęściej wykorzystywani do najniższych prac służebnych, żyją na skraju nędzy.

Zatem to już nie kwestia wyłącznie gwałtu dokonywanego na ekologii, lecz także zbrodnia jednego człowieka wobec drugiego brata człowieka. W grę wchodzą pojęcia godności ludzkiej, sprawiedliwości społecznej, dyskryminacji kulturowej, językowej. Jednym słowem, dotykamy tutaj fundamentalnych praw człowieka w ich ściśle egzystencjalnym wymiarze.

Gorączka złota

Co leży u podstaw tego zbrodniczego procederu? Duże i łatwe pieniądze? Zapewne, ale nie dla pracowników „kopalni”. Dla kogo więc? Dla właścicieli maszyn, urzędników państwowych, i całej litanii pośredników... Ci nienaganni w obliczu prawa, rozgrzeszeni przez społeczeństwo, dla którego przestępcza działalność jest chlebem powszednim; bogaci, szanowani obywatele, żyją w miastach, a często i w innych krajach.

Natomiast los pracowników kopalni, tymczasowych mieszkańców tego regionu Amazonii, „ziemi niczyjej”, jest drastycznie inny. Osady, a raczej obozy górnicze sklecone są naprędce z bambusowych pali i owinięte niebieską folią jak jakiś przeznaczony do transportu ładunek na prowizorycznych paletach. Konstrukcja osiedli powtarza się jak w zabudowie szeregowej. Wszystko tam tandetne, tymczasowe, drastycznie kontrastujące z pięknem natury. Brak wody bieżącej, kanalizacji. Dodajmy do tego gorący wilgotny klimat i tropikalne ulewy, które zmieniają te osady o piaszczystym podłożu w błotniste szamba, ubogacone akompaniamentem muzyki chmary much i insektów. Pierwszą czynnością w stosunku do kandydatów na mieszkańców takich osad jest odebranie im dokumentu tożsamości. Po przekroczeniu zasieków strzeżonych przez uzbrojonych ochroniarzy wynajętych przez spółki właścicieli maszyn i ludzi, stają się  oni numerem wyjętym spod prawa. Cały departament (województwo) Madre de Dios wg spisu z 2007 roku miał  109 555 mieszkańców; po 13 osób na km2. Dla porównania w 2016 liczył sobie już 140 508, przy czym w samym Puerto Maldonado, stolicy regionu, żyje około 101 787 mieszkańców w tym zaledwie 4005 amazońskich tubylców, co daje 3,7% wszystkich mieszkańców tego departamentu.

Idąc dalej śladem liczb, opierając się na wyliczeniach Państwowego Centrum od Planowania Strategicznego Peru CEPLAN, wg spisu z 2007 roku, Madre de Dios miała wskaźnik migracji netto (32,1). Głównie z powodu, jak podaje, „boomu górniczego” (złoto), który rozprzestrzenił się na inne sektory gospodarki, zwłaszcza w dziedzinie budownictwa i handlu. Tak więc, do Madre de Dios przybyło w poszukiwaniu wyższych dochodów i krótkoterminowych prac ponad 20 000 osób. Są to dane z 2007 roku, obecnie zaś szacuje się, że w okresach eksploatacji minerału liczba ta sięga nawet 30 000. Ta potężna nadwyżka ludności, to sezonowi pracownicy najczęściej z licznie zaludnionych terenów Puno (Płaskowyż z jeziorem Titicaca) i Cuzco, gdzie stopa bezrobocia utrzymuje się niezmiennie na stosunkowo wysokim poziomie.

Jak już wiadomo pracownicy kopalni zatrudnieni są nielegalnie. Oczywiście w związku z tym nie odprowadza się od ich dochodów żadnych podatków, a konsekwencją powyższego jest brak opieki medycznej, oświaty i innych instytucji użyteczności publicznej. Najczęściej, ze zrozumiałych powodów, mieszkańcami obozów górniczych są głównie mężczyźni. Zwłaszcza dla tych pochodzących z dżungli, nawykłych do życia plemiennego, życie w pojedynkę i jakakolwiek forma indywidualizmu, jest czymś abstrakcyjnym.

Zobrazowane wyżej zjawisko sugeruje, że oprócz fundamentalnych potrzeb związanych z życiem w tym miejscu i naturą pracy, istnieje także zapotrzebowanie na alkohol, bary, kasyna.  Zaś o standardzie lokalu – jak wyjaśnia mi Oscar Guadalupe kierownik Sierocińca w Mazuco i hostelu dla uczących się chłopców - świadczy liczba nieletnich dziewcząt, które sprzedają alkohol. Zaznacza też, z dozą sarkazmu, że mają tam „najdroższy alkohol na świecie”. Przy czym wcale nie chodzi o obiektywną cenę alkoholu, lecz o to, że w niej zawarta jest zapłata za seks z jedną ze wspomnianych dziewczyn. Stwierdza dodatkowo, że nie jest to formalna sieć handlu ludźmi. „To nie tak jak te organizowane przez mafie”. Tam każdy może stać się przemytnikiem „dziewczyn na zamówienie”. Odbywa się to znów po najniższym koszcie: np. kierowcy ciężarówki dowożącemu jakiś ładunek z Puno do Puerto Maldonado, oferuje się dodatkową pracę zabrania pasażera z umówionego miejsca i dostarczenia pod dany adres. Stworzyli sobie swój zamknięty świat z własnym systemem wartości. Dostęp do tych robotniczych wiosek ma tylko ochotnicza służba medyczna i działacze społeczni rozdający darmowe prezerwatywy.

Ekologiczna propaganda czy alarm dla ludzkości?

Przez niezliczone wieki człowiek żył w symbiozie z przyrodą, która go żywiła i była mu matką. Dziś wg. słów papieża Franciszka, ale również obrońców przyrody i członków ruchów proekologicznych często traktuje ją jak macochę. W peruwiańskiej dżungli prowincji Madre de Dios, działalność tysięcy poszukiwaczy złota mogą spowodować katastrofę społeczną i środowiskową nie tylko na skalę lokalną. Ktoś patrząc na zdjęcia satelitarne południowo wschodniej części Peru zauważy ogromną białą ranę w środku okalającej ją zielonej tkanki dżungli. Jest to obszar około 10 000 km2 całkowicie skażonych skutkiem irracjonalnego, rabunkowego wydobywania złota.

Niewątpliwie Papież pochodzący z Ameryki Południowej ma o zachodzących zjawiskach na tym kontynencie o wiele bardziej rozległą wiedzę, niż próba zobrazowania ich w niniejszym artykule. Zatem fakt wyboru Puerto Maldonado, miasta na peryferiach Peru, jako jednego z celów przyszłorocznej pielgrzymki nie może być z jego strony przypadkowy.

Daleko od pesymistycznego spojrzenia na kryzys ekologiczny, autor encykliki Laudato si’, proponuje pewne kierunki działania, dając pierwszeństwo dialogowi i porozumieniu między globalnymi systemami zarządzania wobec dobra wspólnego, „wspólnego domu wszystkich stworzeń”. Wyjaśnia, że aby dokonać zmiany na dobre, trzeba postawić na nowy styl życia, w tym także na systematyczną edukację ekologiczną. To w jego opinii pozwoli wyleczyć się ze schizofrenii wprowadzającej rozdział (zamiast zrozumiałego rozróżnienia), między człowiekiem a przyrodą i uniknąć destrukcyjnej egzaltacji technokratycznej, która nie przyznaje innym istotom właściwej im wartości, aż po odmowę jakiejkolwiek szczególnej wartości istocie ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieństwo samego Stwórcy. Aż do dziś naukowcom z dyscyplin przyrodniczych nie udało się odkryć „kodu rzeczywistości”, jakiegoś jednego spójnego wzoru rządzącego światem stworzonym. Mimo tej bolesnej dla niejednego poszukiwacza wiedzy ograniczoności, jesteśmy głęboko przeświadczeni, że „wszystko jest ze sobą połączone”. To zdanie jak powtarzający się wzór przeplata tkaninę encykliki Laudato si’.

Według tej samej zasady i opisanych powyżej faktów, błyszczący się żółtawy pierścionek na palcu zakochanych, albo obrączka, symbol miłości, przynależności wzajemnego oddania, może być naznaczony znamionami niewolniczej pracy, niewidzialną skazą, skutkiem, niszczenia naszej planety i duchowym ciężarem równym cierpieniu tysięcy niewinnych ludzi. „Wszystko jest ze sobą połączone”. Jeśli człowiek współczesny nie zacznie żyć w harmonii z Bogiem, innymi ludźmi, z naturą i samym sobą, sprowokuje nieodwracalny bunt natury. Rujnując stworzoną naturę unicestwi samego siebie. Ekologia stworzonej natury zależy od nas. Ty również masz wpływ na harmonijne współżycie wszystkich jej ogniw. Nikt i nic w tym łańcuchu nie jest tego w stanie zrobić za Ciebie, za mnie, za nas. Nie pozwól, aby wokół Ciebie rozwijało się kolejne „Puerto Maldonado”!

Bogdan Pławecki OFMConv

1000 Characters left